Cześć. Jestem Hope. Opowiem wam, o moim życiu. Będzie w nim wiele wzlotów i upadków... dosłownie. Czytając o tym poznasz mnie. Wydarzenia te nie są zwykłe. Zawierają sytuacje fantastyczne, dramatyczne i uczuciowe. Kto wie... Może moje błędy pomogą tobie? Ja sama jestem nadludzką istotą. Jestem strażniczką. Bronię zwierząt i istot żywych, ale nie ludzkich przed ludźmi, którzy na nie polują. Powiedzmy taki Yeti. Biedaczek cały czas siedzi w swojej jaskini. Ludzie chcą go odnaleźć, sprzedać prasie i wsadzić do zoo, albo upolować, z jego futra zrobić najdroższe ubrania świata, a resztę smacznie zjeść. Nie mogę pozwolić by go złapali. Z resztą on ma całą rodzinę. Właśnie po to raz na 100 tysięcy lat zostaje wybrany strażnik lub strażniczka. Ja jestem nieśmiertelna. No może nie do końca... Mogę umrzeć, ale nie śmiercią naturalną. Ktoś musi mnie zabić, żebym już nigdy więcej nie była materialną osobą. Gdyby komuś udało się mnie uśmiercić powróciłabym do powietrznego królestwa, skąd przybyłam i zostałabym mentalną strażniczką. Niestety nie broniłabym już zwierząt i istot fantastycznych, tylko ludzi. Nie chcę umrzeć, bo podoba mi się bycie w moim ciele. Podobają mi się moje skrzydła, to że jestem wygimnastykowana. Wszystko mi się we mnie podoba oprócz twarzy. Zawsze uważałam, że jestem brzydka. Ale mniejsza o mój wygląd. Najgorsze według mnie jest to, że muszę uczęszczać w życiu ludzi. Mam dopiero 15 999 lat, więc muszę się uczyć, a mój ojciec powiedział, że dobrze będzie, jeśli będę się uczyła wśród ludzi, ponieważ poznam ich zwyczaje. Dzisiaj jest rozpoczęcie szkoły. Ostatnia klasa gimnazjum. Łatwo nie będzie, ale dam radę. Wzbiłam się w niebo. Uwielbiam osiągać prędkość ponaddźwiękową. Ten huk, gdy się ją przekracza. Ta szybkość, z którą lecę pozwala mi poczuć się wolną. Sfrunęłam nad ocean. Dotknęłam ręką wody. Znów byłam wśród chmur. Kocham moment, w którym przestaję machać skrzydłami i chwilowo znajduję się w stanie nieważkości, a potem spadam i tuż nad ziemią rozkładam skrzydła gwałtownie hamując. Stanęłam na miękkiej trawie. Podeszłam do małej sadzawki tak przezroczystej, że było widać dno i ryby. Przykucnęłam przy niej. Przejrzałam się w połyskującej tafli wody. Nie chciałam na siebie patrzyć, więc machnęłam ręką i obraz się zmienił. Przedstawiał teraz szkołę, do której mam chodzić, a w prawym górnym rogu była godzina. No to mam jeszcze dużo czasu. Nie znam tego gimnazjum. Zmieniłam moją dawną uczelnię na tą, bo w tamtej mi dokuczali i uważali za dziwaka. Potem, gdy dowiedzieli się, że nie jestem człowiekiem wszyscy spanikowali. Użyłam mocy, aby wykasować mnie z ich pamięci i żeby nic nie podejrzewali przeniosłam się. Tutaj będę bardziej ostrożna. Machnęłam ręką i cały obraz zniknął pozostawiając moje odbicie. Wstałam i poleciałam do mojego domu. Przysiadłam na rogu schodów z chmur. Może znaleźliście już powiązanie. Skrzydła, chmury, moc, obrona. Tak, jestem aniołem, ale tym dobrym. Jestem Aniołem Miłości. Istnieją też inne rodzaje aniołów, ale moimi ulubionymi są właśnie Anioły Miłości. To jedyna rzecz, w której nie mam pecha, bycie aniołem. Ale wszystko ma swoje wady i zalety. Dobrą stroną tego jest to, że potrafię wyczuwać czyjeś uczucia i czytać w myślach, mam moc, którą mogę zrobić niemal wszystko. Z kolei złą stroną jest to, że jedynymi uczuciami, które mogą być u Anioła Miłości z negatywnych są strach, smutek, złość, wstyd i rozczarowanie, a z pozytywnych szczęście, przyjaźń, rozbawienie i oczywiście jak się domyślacie miłość. Niestety oprócz szczęścia, które daje mi latanie nie poczułam nic innego. Kto wie, może kiedyś to się zmieni. Plusem jest jeszcze to, że mogę zdecydować jak mam wyglądać. Nie mówię w tym momencie o twarzy, czy wadze. Mówię o wieku. W każdej chwili kiedy chcę mogę mieć zmarszczki, albo stać się niemowlęciem. Wstałam i podleciałam do mojego pokoju. Mieszkam sama, bo anioły mogą mieszkać razem tylko wtedy, gdy są z jednej grupy. Nie mogłabym mieszkać na przykład z Aniołem Mroku czy Natury. Anioły Miłości w przeciwieństwie do innych aniołów bardzo trudno spotkać, dlatego mieszkam sama. Z racji tego, że to dopiero pierwszy dzień szkoły, nie ubrałam się jakoś odświętnie, tylko tak jak na co dzień. A o to ja:

Tak ubrałam się do szkoły, tylko zamiast torebki wzięłam plecak, bo uznałam, że będzie mi wygodniej. Już wiem jak wygląda życie w szkole, więc może tu pójdzie mi łatwiej. Zmaterializowałam się przed uczelnią już bez skrzydeł. Nikogo nie było w pobliżu. Weszłam do środka i zewsząd otoczył mnie uczniowski gwar. Gdy przechodziłam przez korytarz wszyscy na mnie spoglądali i pytali się nawzajem kim jestem i czy ktoś mnie zna. Nie przejmowałam się tym, bo w tamtej szkole też tak było. Postanowiłam zapytać kogoś gdzie jest gabinet dyrektora. Podeszłam do pierwszej lepszej osoby, która okazała się być bardzo ładną brunetką o zielonych, przenikliwych oczach. Była ode mnie nieco wyższa.
- Emm... Przepraszam, wiesz może gdzie jest gabinet dyrektora?- spytałam.
- Chodź zaprowadzę cię. Mamy naprawdę dużą szkołę. Ty pewnie jesteś nowa? Jestem Nancy.- wyciągnęła do mnie przyjaźnie rękę.
- Hope.- uśmiechnęłam się.
- Ile masz lat?- spytała i ruszyłyśmy dalej przez korytarz.
- Piętnaście, a ty?- odpowiedziałam.
- Ja też.- powiedziała, a ja przypadkiem walnęłam jakąś dziewczynę i przez to wylałam jej kawę.
- Przepraszam, nie chciałam.- wyjęłam chusteczki i zaczęłam ją wycierać.
- Nie dotykaj mnie!- pisnęła dziewczyna.
- Przepraszam.- powiedziałam nieco zakłopotana.
- Idź sobie, bo znowu coś się stanie.- stwierdziła z odrazą w głosie i odeszła ze swoją świtą.
- Nie przejmuj się nią. To Sophie. Jej tata ma własny sklep jubilerski, z którego kupują największe gwiazdy takie jak Rihanna czy sama królowa Anglii. Z tego powodu uważa się za pępek świata.- wyjaśniła i poszłyśmy dalej. - Tu jest gabinet dyrektora. Zaczekać na ciebie?- spytała.
- Nie trzeba, poradzę sobie. Na razie.- powiedziałam i weszłam do pomieszczenia.- Dzień dobry.- powiedziałam do barczystego mężczyzny siedzącego na przeciwko mnie.
- Dzień dobry. Ty pewnie jesteś Hope Angel?- zapytał.
- Tak to ja.
- Więc tak. Wszystkie formalności są już wypełnione. Oto kod do twojej szafki.- dyrektor podał mi karteczkę.- Masz jakieś pytania?- zadał pytanie.
- Tak. Do jakiej klasy będę chodzić?.- spytałam.
- Do trzeciej ''d''.- odpowiedział.
- To wszystko o co chciałam zapytać.- wyjaśniłam.
- W takim razie możesz już iść. Do widzenia.- powiedział i wrócił do papierkowej roboty.
- Do widzenia.-odpowiedziałam i wyszłam. Szkoła nieco opustoszała, bo większość uczniów zrobiła to co miała zrobić. Chciałam skręcić do wyjścia, gdy nagle ktoś wpadł na mnie z tak wielką siłą, że poleciałam dwa metry do tyłu.
- O MATKO!!!- krzyknął czyjś męski głos, a ja podniosłam się do pozycji półsiedzącej i potarłam tył bolącej głowy. Podniosłam wzrok i zobaczyłam bardzo ładnego chłopaka.
- Strasznie cię przepraszam. Nic ci nie jest?- zapytał i klęknął przy mnie.
- Oprócz wstrząsu mózgu to nic.- uśmiechnęłam się.
- To dobrze.- odparł i wstał, a potem pomógł mi.- Ashton, ale dla przyjaciół Ash.- podał mi rękę.
- Hope. Miło poznać.- powiedziałam ściskając jego dłoń.
- Hope... To tak jak ''nadzieja''- miło skojarzył.- Jesteś nowa? Nigdy wcześniej cię tutaj nie widziałem.- zapytał.
- Tak.- odparłam prosto.
- Może poszłabyś ze mną na lody?- zaproponował.
- Emm...- zaczęłam się zastanawiać, bo pod moją nieobecność ktoś mógłby zaatakować Dolinę Knieji.- No dobrze.- w końcu się zgodziłam.
- To zaczekaj chwilę, pójdę tylko po telefon, bo zostawiłem go w szafce.- powiedział.
- Idę z tobą, może przy okazji znajdę moją szafkę.- odparłam i ruszyliśmy.
- A jaki masz numer szafki?- spytał, a ja wyciągnęłam karteczkę, by sprawdzić.
- 120.- odpowiedziałam.
- Ale się złożyło, masz szafkę obok mnie.- uśmiechnął się.
- To fajnie.- odwzajemniłam uśmiech.
- Już jesteśmy. Tu jest twoja szafka.- wskazał na niebieskie drzwiczki, a potem zaczął otwierać szafkę po prawej.
- Dzięki.- powiedziałam, odkodowałam szafkę i chciałam włożyć do niej książki, ale wszystkie się wysypały.- O rany... Ale ze mnie niezdara...- mruknęłam i schyliłam się po nie.
- Czekaj pomogę ci.- zaproponował i też się schylił, ale przy tym walnął mnie w głowę.- Przepraszam. Ze mnie też jest mega niezdara.- westchnął trochę zażenowany.
- To żeśmy się dobrali.- uśmiechnęłam się, a zaraz potem poczułam coś ciepłego na ręce. Spojrzałam w tym kierunku i zobaczyłam, że chłopak szybko cofa rękę i sięga po inną książkę.
- Masz rację.- powiedział lekko zarumieniony, a ja się uśmiechnęłam.
- To co... Idziemy?- spytałam.
- Tak, chodź.- odparł i ruszył.- Do której klasy będziesz chodzić?- spytał.
- Do trzeciej ''d''.- odpowiedziałam.
- To do tej co ja.- oznajmił.
- To jak na razie z całej klasy znam tylko ciebie.- powiedziałam.
- Naprawdę? A w szkole nikogo więcej nie znasz?- spytał.
- Dwie dziewczyny.- odparłam.
- Jak mają na imię?- zapytał.
- Nancy i Sophie. Na tą drugą wylałam kawę...- mruknęłam.
- Sophie to trudna konkurentka. Poza tym to moja przyrodnia siostra...- westchnął.
- Naprawdę?- zdziwiłam się.
- Tak. W domu nie jest najgorsza, ale w szkole to tyranka...Z resztą, gdyby nie ja to ona nie miałaby życia w tej szkole.- powiedział smutnym tonem.
- Dlaczego?- zdziwiłam się.
- Ehh... Bo jestem kapitanem drużyny koszykarskiej, do tego śpiewam i jestem perkusistą. Poza tym z taką mordką jak moja nie można być nieznanym wśród innych.- wygiął usta w szelmowskim uśmiechu i wyszliśmy na zewnątrz.
- Tu muszę przyznać ci rację.- odwzajemniłam uśmiech i zadrżałam z zimna.
- Zimno ci?- spytał.
- Trochę. Ale dam radę.- odparłam, a chłopak ściągnął kurtkę.
- Masz.- powiedział i okrył nią moje ramiona.
- A tobie nie będzie zimno?- spytałam.
- Nie bój się mam jeszcze bluzę.- odpowiedział.
- No dobra, ale jak zrobi ci się zimno, to ci ją oddam.- powiedziałam.
- Jak chcesz.- mruknął.
- Masz rodzeństwo? Ale takie biologiczne?- spytałam.
- Nie, a ty?- spojrzał na mnie.
- Też nie.- chciałam mu powiedzieć, że żyję całkiem sama, ale postanowiłam tego nie robić.
- A gdzie mieszkasz?- obawiałam się tego pytania. Przecież nie mogę mu powiedzieć.
- Emm... W sumie zapomniałam jak nazywa się ta ulica, bo dopiero się przeprowadziłam.- udało mi się wybrnąć.
- Aha... A chciałabyś przyjść do mnie po lodach?- zapytał.
- Nie mogę... Tata będzie zły.- odparłam.
- Aha... Rozumiem...- powiedział smutnym tonem.- To może jutro?- spojrzał na mnie.
- Chyba dam radę. Jeszcze zobaczę, dobrze?- odwzajemniłam spojrzenie.
- Jasne, przecież cię nie zmuszam.- uśmiechnął się wywołując u mnie tę samą reakcję.- Jesteśmy. Zapraszam panią do środka.- powiedział. Otworzył drzwi i ukłonił się jak gentelman.
- Dziękuję.- weszłam i zaczekałam na niego.- Masz. Już mi ciepło.- oddałam mu kurtkę.
- O... Czyżbyś znowu chciała wylać na mnie kawę?- usłyszałam za mną dziewczęcy głos.
- Sophie daj spokój. Nie psuj jej humoru tylko dlatego, że na ciebie wpadła. To po części twoja wina, bo nie zrobiłaś uniku.- powiedział Ashton.
- Nie zauważyłam jej, a ona mogłaby trochę uważać jak chodzi. Zawsze stoję z dziewczynami w tym samym miejscu i tak samo szeroko.- spojrzała na mnie z pogardą.
- A może ona też cię nie zauważyła? No pomyśl trochę. Poza tym zauważ, że ona jest nowa w szkole i nie zna twoich zwyczajów. Z resztą mówiąc o tej szerokości, to może gdybyś przestała jeść tyle słodyczy, nie zajmowałabyś połowy korytarza.- powiedział chłopak, a dziewczyna poczerwieniała ze złości.
- Ja jestem twoją siostrą i to ja jestem ofiarą, a ty bronisz jakąś brzydką,obcą dziewczynę, która nie potrafi się nawet porządnie ubrać?- zapytała z wyrzutem, a ja spuściłam głowę.
- Przegięłaś. Jesteś u taty.- powiedział i ruszył na drugi koniec kawiarni.
- Ash przepraszam! Postawię ci kawę, ciasto, lody co tylko chcesz, ale nie mów nic tacie.- poszła zanim błagając.
- Nie mów do mnie Ash to po pierwsze... Po drugie następnym razem będziesz wiedziała, że moich znajomych się nie obraża, czy jestem z nimi czy nie. A teraz weź idź lepiej na siłownię.- mruknął.
- Jeszcze się policzymy...- szepnęła do mnie wrogo, wychodząc, a ja usiadłam na przeciwko Ashtona.
- Wszystko w porządku?- spytał zatroskany.
- Jasne. Jestem przyzwyczajona...- skłamałam co w ogóle nie leży w naturze anioła, ale musiałam, nie chciałam, by się martwił.
- Mam nadzieję, że da ci spokój. Gdyby coś się działo nie krępuj się powiedzieć. Chętnie cię wysłucham i postaram pomóc.- powiedział.
- Dzięki.- odparłam.
- Za co?- zdziwił się.
- No za to, że mnie obroniłeś i w ogóle, że jesteś dla mnie miły...- odparłam, a on wstał i usiadł obok mnie.
- Nie ma za co. To mój obowiązek.- stwierdził.
- Obowiązek?- zaskoczyłam się.
- No tak. Ratować piękne dziewczyny z opresji.- powiedział i znów na jego twarzy zawitał szelmowski uśmieszek.
- To dlaczego mnie ''ratowałeś''?- zrobiłam palcami cudzysłów w powietrzu.
- Przed chwilą wyjaśniłem.- odparł.
- Ale ja nie jestem piękna. Ja nawet ładna nie jestem, więc pytam dlaczego?- oznajmiłam.
- Jeśli ty nie jesteś ładna, to ja nie nazywam się Ashton, tylko Święty Mikołaj. Co pani chciałaby na gwiazdkę?- spytał udawanym głosem starca, czym wywołał u mnie cichy chichot.
- Naprawdę myślisz, że jestem ładna?- spojrzałam na niego.
- Ładna? To za mało powiedziane. Piękna jeszcze mniej. Na twoją urodę nie ma słów. - powiedział, a ja się zarumieniłam.
- Dzięki.- odparłam. We wszystkich wyczuwałam emocje, ale w nim jakoś nie potrafiłam, jakby on też był jakąś no... nadludzką istotą.
- Ja tylko mówię, to co myślę.- uśmiechnął się.- To jakie smaki sobie życzysz?- spytał, gdy podeszła kelnerka.
- Poproszę waniliowe i pistacjowe.- zwróciłam się do pracownicy.
- Razy dwa.- dodał chłopak. Po chwili zamówienie było gotowe i musiał podejść, by je odebrać. Tym razem usiadł na przeciwko mnie.
- Dlaczego mnie broniłeś?- spytałam.
- Hm?- spojrzał na mnie zdezorientowany.
- Dlaczego mnie broniłeś?- powtórzyłam pytanie.
- Po pierwsze, bo się na nią zezłościłem, bo obraża wszystkich w moim towarzystwie, a potem udaje ofiarę, po drugie, bo mam satysfakcję.- odpowiedział.
- Satysfakcję z czego?- zdziwiłam się.
- Z tego, że ci pomogłem. Lubię pomagać ludziom.- na jego twarzy zagościł uśmiech, a ja wzięłam pierwszą łyżkę lodów do buzi.
- To miłe...- uśmiechnęłam się pod nosem.
- Jak masz na nazwisko?- zapytał.
- Angel.- odparłam.
- Hope Angel... Anielska nadzieja, albo nadzieja anioła. Pasuje do ciebie.- powiedział, a ja poczułam, że lekko pieką mnie policzki.
- A ty jak masz na nazwisko?- spytałam.
- Irwin.- odpowiedział, a ja zerknęłam na mój telefon.- Wow. Masz iPhone 6?- zainteresował się moją komórką.
- Eee... Tak. To za dobre oceny w szkole.- wyjaśniłam.
- Moi rodzice w życiu by mi go nie kupili. Mogę obejrzeć?- spytał.
- Jasne. Masz.- podałam mu telefon.
- To jest chyba najlepszy telefon na rynku.- powiedział i zrobił sobie selfie.
- Nie wiem, ja tam się tym zbytnio nie interesuje.- mruknęłam, a on zaczął coś pisać i oddał mi komórkę, a ja spojrzałam na godzinę. 13.36 powinnam się już zbierać.
- Fajny.- pochwalił.
- Dzięki. Ashton... Ja już muszę wracać.- powiedziałam.
- Tak szybko?- zasmucił się.
- Tak. Tata będzie zły jak nie wrócę na czas.- wyjaśniłam.
- To może chociaż cię odwiozę?- zakłopotałam się. Postanowiłam, że wyczaruję sobie dom kilka przecznic od szkoły.
- Nie musisz, to dość daleko. Z parę ulic będzie...- mruknęłam.
- To nie problem, no chyba, że przeszkadza ci moje towarzystwo...- podrapał się po tyle głowy.
- Nie nic z tych rzeczy, po prostu nie chcę ci sprawiać kłopotów.- wyjaśniłam.
- Nie sprawiasz mi kłopotu, tylko przyjemność.- uśmiechnął się.
- No dobrze.- powiedziałam i wstaliśmy od stołu, a on podszedł do lady, żeby zapłacić.- Sama mogłam zapłacić...- mruknęłam.
- Ja proponuje, ja płacę.- odparł.
- Dzięki.- spojrzałam na niego.
- Nie ma za co.- uśmiechnął się i weszliśmy do samochodu.
- Po raz pierwszy w życiu jadę samochodem.- powiedziałam.
- Naprawdę?- zaskoczył się.
- Tak. Zawsze latałam... Eee samolotami i jeździłam pociągami i autobusami.- wybrnęłam.
- Nigdy nie jechałaś taksówką?- zdziwił się.
- Nigdy.- odparłam.
- Wow, nie źle.- mruknął i ruszył.
- Przypomniała mi się ulica. Silver Street 960.- powiedziałam.
- Silver Street?- upewnił się, a ja skinęłam głową.- To jedna z bogatszych ulic w Londynie. Rzeczywiście trochę daleko, ale to nic.- spojrzał na mnie, a ja wsadziłam rękę do kieszeni, by wyczarować karteczkę i trochę pieniędzy.- A powiedz mi... Gdzie pracuje twój tata?- zapytał.
- Yyy... Nie wiem dokładnie, ale jest wysokiej rangi prawnikiem.- odpowiedziałam.
- To wiele wyjaśnia...- westchnął.
- Tak? Na przykład co?- zdziwiłam się.
- No na przykład to, na jakiej ulicy mieszkasz, jaki masz telefon i tak dalej...- wyjaśnił.
- Aha.- odparłam i nastała niezręczna cisza, ale po dziesięciu minutach byliśmy pod moim domem.- Dzięki za wszystko.- uśmiechnęłam się i zostawiając wcześniej wyczarowaną karteczkę i pieniądze, wyszłam z samochodu i ruszyłam do domu.
~ Ashton ~
'No dalej, odwróć się'... Ponaglałem w myślach. Zrobiła to, ukradkiem się odwróciła. Odjechałem z triumfalnym uśmiechem na twarzy. Kątem oka zobaczyłem coś na siedzeniu. Spojrzałem i mimowolnie ponownie uniosłem kąciki ust. Na fotelu leżały pieniądze i karteczka z napisem:
"Ja płacę sama za siebie. :)
Hope xoxo
PS- na odwrocie jest mój numer telefonu. :)''
'Uparta, ładna i nieśmiała... Lubię takie.'- pomyślałem i skręciłem na moją ulicę. Po chwili dostałem sms'a. (przebieg rozmowy)
(na polski: - dojechałeś do domu? - jeszcze nie - aha ok. a co teraz robisz? - jadę do domu. - przepraszam. nie mogę się skoncentrować. - ha ha, muszę iść. na razie. - pa.)
Zastanawia mnie jedno. Dlaczego nie mogłem odczytać jej myśli i nie wyczułem u niej żadnych emocji. Plus bycia mną... Przepraszam nie mną... Plus bycia Aniołem Miłości.